letra de taco hemingway (opener festival 2015) - taco hemingway & rumak
[utwór 1: szlugi i kalafiory]
[intro]
wieczorna warszawa, taką właśnie lubimy ją oglądać. szukamy ulic najlepiej oświetlonych, pełnych wielkomiejskiego ruchu i zgiełku. warszawiacy lubią pogawędzić przy muzyczce i czarnej kawie. ale przypatrzcie się uważnie, tu załatwia się także inne sprawy…
[bridge]
w urzędach były koniaki, kobietom rozdawał kwiaty
to miasto pachnie jak szlugi i kalafiory
w urzędach były koniaki…
to miasto pachnie jak szlugi i kalafiory
…kobietom rozdawał kwiaty
[refren]
to miasto pachnie jak szlugi i kalafiory
dzieciaki krążą po mieście, by zgubić swoje upiory
to miasto pachnie jak mięso smażone w piekle
czterdziestoletni przechodnie wciąż węszą i patrzą wściekle
to miasto pachnie jak szlugi i kalafiory
dzieciaki tankują wódę, by upić swoje upiory
panie władzo, ja tu tylko tańczę
paniе, panie, panie władzo, to są tylko tańce
mojе płuca znów dygoczą i wirują walcem
mleko, miód w tej krainie, która zwykle płynie dymem i smalcem
panie władzo, ooo, panie władzo
[zwrotka: taco hemingway & chór]
miasto betonu i pogubionych telefonów
idę ścieżką usłaną szklanym szronem iphone’ów
znowu jej nie ma, więc kroczę do domu
kroczę tu sam, więc wygadam się tobie, bo w sumie nie wiem komu (nie wiem komu!)
palę mentole fajki
zieleń paczki tej podkreśla moje zielone najki
wszystkie plotki zwykłem wkładać między pieprzone bajki
ale teraz wiem już, czemu on ci daje te lajki
słuchaczu, poznaj piotra, mnie i mą eks
piotrek to dla wielu kobiet jest łakomy kąsek
i mnie cała sytuacja wpędza w ostry kompleks
jestem prawie pewien, że ten łotr uprawiał z nią…
i stąd tekst, śledzę ich tak od trzech
może czterech tygodni, no i szkicuję konspekt
co za pech, piotrek ma też całe stado gąsek
idź do piotra i zapytaj „monogamia?” – „no, thanks”
[bridge]
w urzędach były koniaki, kobietom rozdawał kwiaty
to miasto pachnie jak szlugi i kalafiory
w urzędach były koniaki…
to miasto pachnie jak szlugi i kalafiory
…kobietom rozdawał kwiaty
[refren]
to miasto pachnie jak szlugi i kalafiory
dzieciaki krążą po mieście, by zgubić swoje upiory
to miasto pachnie jak mięso smażone w piekle
czterdziestoletni przechodnie wciąż węszą i patrzą wściekle
to miasto pachnie jak szlugi i kalafiory
dzieciaki tankują wódę, by upić swoje upiory
panie władzo, ja tu tylko tańczę
panie, panie, panie władzo, to są tylko tańce
[interludium 1: taco hemingway]
dziękujemy ślicznie
jestem fifi, to jest rumak
ja-, on mi robi muzykę ja mu robię rapy, potem my to kleimy
gramy dalej
[utwór 2: mięso]
[bridge]
siedzę dwie godziny w planie b sam
miałaś już być moją żoną, ale dalej bez zmian
trzy godziny w planie b sam
miałaś już być moją żoną, ale dalej bez zmian
[zwrotka 1: taco hemingway & chór]
życie to stek bzdur, z tym że ja poproszę krwisty
nie odbierasz telefonu, więc wysyłam listy
już przestało padać i na miasto pełzną glizdy
pewnie wszystkie też na randkę z tobą, co za pizdy
moje kiedyś zdrowe płuca produkują gwizdy
klekotanie, szumy, świsty, piłem gin przed wizytą internisty
ciągle mówię mu o płucach, ale on mnie nie chce słuchać
mówi: „sukinsynu, idź z tym”
zdrowy mózg stale produkuje złe sny
a wspomnienia gonią mnie jak ta linijka z „beksy”
dałem ci unikatowe rzeczy jak te peweksy
ale ty mówisz o mnie teraz per „eks-typ”
nie mam ciebie, nie mam nic, tylko teksty
które w mym notesie ciągle gryzą się, jak wściekłe psy
od szaleństwa ciut-ciut, w mózgu chłód i brud
a serce trzęsie się jak epileptyk
[bridge]
(tyle godzin w planie b sam
miałaś już być moją żoną, ale dalej bez zmian)
[refren]
(życie to:)
bieg przez kosmos. trochę łez, czasem rozkosz
potem: lepka pajęczyna w pustym portfelu
(życie to:)
bieg z flagami między barykadami
podczas gdy śmierć goni i krzyczy: „stać, obywatelu!”
proszę otworzyć neseser (okej)
proszę nam podać swój pesel (hmm, okej)
proszę nie martwić się światem i pańskim własnym jestestwem
proszę pamiętać, nie ma duszy, pan po prostu jest mięsem
proszę nam podać swój pesel
[zwrotka 2: taco hemingway & chór]]
wszyscy szczęśliwi ludzie: proszę przestać mnie wkurwiać
bo wszystkim szczęśliwym ludziom planuje dzisiaj coś urwać
wszystkie te ząbki śliczne chodniczkiem się będą turlać
jak ciągle mi tak będziecie tu świecić nimi, no kurwa mać!
to nie komedia, antygona ma wzór wam dać
tutaj ma być tragedia, obok antyczny chór ma stać
proszę, idźcie się zabić, poważnie, sam mogę sznur wam dać
albo jakiś karabin, lecz idźcie wy wszyscy w trumnach spać
ja nie sypiam, łykam energetyki
widzi pan, jak mam sypiać, gdy wszędzie przeklęte krzyki?
słyszę imprezowiczów rozmowy, lepkie rzygi
jeszcze mi skrzypek gra coś pod oknem, choć nieźle skrzypi…
poza tym czekam, czekam na jej telefon
w płucach wiruje tytoń, w żyłach pływa żelbeton
znów mi ucieka życie, ja znowu gonię peleton
lecz życie, coraz szybsze i czmycha z moją kobietą
olej sypianie, spanie zostaw szkieletom
czekam na ciebie w planie b, będę tu czekał wieczność
piszę, a ty ani me, ani be, zrozum ranisz i hańbisz mnie
przecież właśnie widziałem, na mieście bawisz się? zabij się
ciągle czekam, plac zbawiciela, chodź zbawić mnie
nie będę gryzł ani strzelał, chodź ze mną napić się
przecież widzę, że widzisz co ci tu piszę
więc jutro spiszę to wszystko i wszystko to upublicznię
[bridge]
(tyle godzin w planie b sam
miałaś już być moją żoną, ale dalej bez zmian)
[refren: taco hemingway & chór]
(życie to:)
bieg przez kosmos. trochę łez, czasem rozkosz
a potem: lepka pajęczyna w pustym portfelu
(życie to:)
bieg z flagami między barykadami
podczas gdy śmierć goni i krzyczy: „stać, obywatelu!”
proszę otworzyć neseser (okej)
proszę nam podać swój pesel (hmm, okej)
proszę nie martwić się światem i pańskim własnym jestestwem
proszę pamiętać, nie ma duszy, pan po prostu jest mięsem
proszę nam podać swój pesel (okej)
[interludium 2: taco hemingway]
następna piosenka jest o warszawie
my z rumakiem jesteśmy z warszawy, ale również jesteśmy z tąd
przyjeżdżamy na openera, odkąd mieliśmy…
nie wiem, po paręnaście lat
i jest to wielki zaszczyt że możemy tu wreszcie wystąpić dzięki wam
ciśniemy dalej
[utwór 3: (przerywnik)]
[zwrotka: taco hemingway & chór]
maszerowałem, żeby wiedzieć, gdzie ty dzisiaj jesteś
czy w powiększeniu, czy w patio, czy w 1500
zwiedziłem plan b i barkę i z tysiąc więcej
tych miejsc i zwiedzę drugi tysiąc nim się zniechęcę
tylko jedno spotkanie, a potem mogę umierać
więc latam wte i wewte, jak ten pierdolony bumerang
byłem we wszystkich kebab kingach, no i bobby burgerach
pytałem taksówkarzy, dokąd młodych wozi się teraz
wsiadam w taksówkę, płynę z kierowcą w dymie
palimy szlugi, wysiadam przy nowej jerozolimie
gapią się ludzie jak muminki, kiedy buka w dolinie
w kieszeni ruda mała mi, usta czarne po winie
opuszki twarde jak łuski, byłem w syrenim śpiewie
i na powiślu wśród grafitti o wiśle no i widzewie
o lechu, no i o lechii, cracovii, pzpnie
mam wrażenie, że od roku jestem wiecznie w terenie
wracam na mazowiecką, widzę jego chyba
tak to on. tak to on. tak, tak, to on. ten warszawski łotr
twój lowelas, rusza się jak gruba ryba
z bratobójczo-zagryzionym śledziem, w gardle wóda pływa
stoi z jakąś inną dupą, która wódę mu nabywa
idą w stronę kredytowej, tam się trop urywa
i w sumie nie obchodzi mnie nic
i w sumie raczej dosyć chcę mi się pić
panie kierowco, proszę wieźć na zbawix
bo w sumie raczej nie zaszkodzi tam iść
zwłaszcza że zaczął padać nam deszcz
widzę na insta, że ty też jesteś gdzieś
myślałaś głupia, że uciekniesz mi, lecz
komu jak komu, mi nie mówi się „precz”
więc, powiem ci, jak zrobimy, daje ci ostatnią szansę
zdzwonimy się i przyjdź do planu, albo koniec tych tańców
kurwa mać (mać, mać, mać)
[outro]
pierwsze ofiary nadużycia tańców, najważniejsze, że wszyscy rozumieją co jest grane. zabawa wre nadal!
dziękujemy!
[utwór 4: a mówiłem ci]
[intro]
a mówiłem ci:
nie łaź ulicami po nocy
bo gdy gasną latarnie to ci panowie są wrodzy i biją
i biją, i biją
minęła północ
[zwrotka 1]
gasną latarnie, gaśnie w tych ludziach dobroć
a iskra robienia burdy wybucha wtedy po stokroć
węże buszują w raju, więc łatwo chwytać ten owoc
i zagryźć nim zimną wódkę by milej ci było moknąć
mieszkasz w polsce, a tutaj wciąż pada deszcz
oni palą papierosy, na karkach osiada ciecz
ten pan, lider stada, no błagam, nie lada zwierz
wchodzi do środka, siada, więc każdy pan siada też
w tym kraju ciągle mży oraz pada
krople brudnego deszczu zdobią szyby brudnego saaba
moknie za wycieraczkami tych koleżanek gromada
ulotkowe królowe: małgosia, jola i ada
przebiega stado młodych wilków. wzrokiem szuka kebaba
byli w enklawie, ale była dosyć nudna zabawa
kurwa, no dramat, słabe koko no i nuta tam słaba
a teraz głodni jakby właśnie im się skończył ramadan
nikt nie powiedział im. nikt nie powiedział im…
[refren]
nikt nie powiedział im: „nie łaź ulicami po nocy
bo gdy gasną latarnie to ci panowie są wrodzy i biją
mocno biją i łapią cię gdzieś pod szyją
te bestie się strachem żywią, a jedząc twą dusze tyją”
a mówiłem ci: „nie łaź ulicami po nocy
bo ich nerwy to pitbulle nietrzymane na wodzy co gryzą
mocno gryzą i gonią aż po horyzont
te bestie się strachem żywią, a karmi je telewizor”
minęła północ
[zwrotka 2: taco hemingway & chór]]
oto nasz uber. wsiadaj do fury
nie słuchaj tych kurew. gadają bzdury
nie słuchaj tej suki. kocha się we mnie
bo ja jestem dębem, a oni to wióry
krążą i krążą te ploty i plotki
ludzie chcą ubić rekina, bo wszędzie pływają sardynki i płotki
jestem rekinem, co pływa słonymi wodami, choć serce ma słodkie
nikt nie rozumie mnie, fatalnie czuję się
chcą mnie wykończyć idiotki
wszędzie te panny migotki, ale
ty jesteś mądra i piękna. widzę to w twoich oczętach
że ty przed nikim nie klękasz i że nie oszuka cię byle krętacz
w ogóle to skądś cię pamiętam?
pan myśli, że my jesteśmy cielęta? proszę się tu opamiętać
tutaj książęca, skręcaj mendo, zanim ci piekło rozpętam
typek mnie szuka, twierdzi, że skradłem mu żonę
no ale wiesz co mówią, znalezione nie kradzione
ktoś inny płytę o mnie wydał, na mnie robi kabonę
tutaj stanie pan, za bramą. już jesteśmy pod domem
łap to palto. masz tu blanta i pal to
aż mózg ci będzie robił piruety i zgrabne salto
pal licho ten mózg - będziesz iriną, a ja ronaldo
sprawdzę, czy są prawdziwe, czy silikon jak w palo alto
gdy pochylasz się nad cienką kreską
czy twój ojciec podejrzewa gdzie jest jego dziecko?
chciał nauczyć cię wszystkiego, co za niedorzeczność
na jednej lekcji miałaś nieobecność
[zmiana bitu]
zgłaszaj nieprzygotowanie
nie pomogą wszystkie ściągi świata na kolanie
będzie pała jak ta lala, nie mów o tym mamie
tata cię nie uczył, bo oglądał losowanie (huh?)
totolotka. nie zagaduj, bo to potrwa
bęben losujący wiruje jak tobie biodra
„po co ci mocny kręgosłup, ty istotko wiotka?” (huh?)
panie panowie, oto motto łotra
puszcza jolene, a potem pije porto do dna
wpadł w ciąg i nie wiadomo teraz dokąd pogna
tyle uciech. całą duszę on tym hordom oddał
chciał uciec, lecz w końcu się tym polkom poddał
mówiłem ci. nie łaź ulicami po nocy
bo te kobiety to mordercy. panie boże, pomocy
panie boże, pomocy
[interludium 3: taco hemingway]
jaki ten koniec jest kurewsko ciężki, mój boże
rumak na bicie
bardzo porządny, młody obywatel
[utwór 5: następna stacja]
[zwrotka 1]
jarzyna miał urodziny, pojechałem na młociny
rano kac dopiero przyszedł, gdy mijałem wawrzyszew
stale pijany, mijam stare bielany
stale nabuzowany, w starych ubraniach, stale zaspany
jakbym był religijny to bym poszedł na spowiedź
ale mam kłopoty z bogiem, myślę widząc słodowiec
powietrza wylot gdzieś przy metrze marymont
znów nie starczyło mi na wydech, muszę wyjść na ląd
jedząc kanapkę, strasznie mlaszcze chłopak
a to dopiero plac wilsona, chyba zaraz skonam
artysta z teką myśli, że jest matejką, a może banksym
ale brak mu wyobraźni, zaraz dworzec gdański
(następna stacja) – ratusz -rs-nał
przedniojęzykowe „ł”, a ja cierpię katusze teraz
zamykam oczy i wróżę, że to już świętokrzyska
wraz z kebabem wsiedli ludzie, mieląc mięso w pyskach
[refren]
(następna stacja): litr wina i pół wódki
i sześć szlugów, byś palił i snuł sm-tki
(następna stacja): litr wódki i pół wina
koniec lipca, za chwilę już znów zima
jak partyzant w tym sm-tnym jak pizda mieście
kac gigant i pizza na tłustym cieście
(następna stacja): w tym sm-tnym jak pizda mieście
[zwrotka 2]
słyszę grę na krześle, to musi być centrum
nawet nieźle, niech ktoś werbel mu kupi i wręczy mu
męczy mnie ból, gdy mijam politechnikę
jakiś typ chce moje miejsce chyba, stoi i łypie
(następna stacja): pole mokotowskie
zakonnica zasmucona czyta słowo boskie
w wagonie głucha cisza, zaraz metro racławicka
wszyscy trochę zaniedbani, każdy pas zaciska
panowie bez żon, p-n-sy ich świerzbią
rozmawiają o kobietach, kiedy mijamy wierzbno
język spotyka zęby, a tam wina posmak
ale to już ostatnia kropla, zaraz wilanowska
wyjść muszę, już nie mogę dłużej
deszcze, burze od skroni po móżdżek, tu dopiero służew
znowu nie uzupełniłem płynów
butle wody wprawiam w ruch, synu, już ursynów
chyba, fatalnie widzę, muszę ściąć włosy
mam tego już naprawdę dosyć, mijam stokłosy
wczoraj demony, chyba piłem z nimi kielich
błagały, żebym dzielił się z nimi, zaraz imielin
a teraz bądźcie cisi jak jacyś mnisi z shaolin
bardzo mnie boli głowa, no słyszysz? zaraz natolin
nagle wiem, że wpadłem w tarapaty (uh)
ostatnia stacja: kabaty
[refren]
(następna stacja): litr wina i pół wódki
sześć szlugów, byś palił i snuł sm-tki
(następna stacja): litr wódki i pół wina
koniec lipca, za chwilę już znów zima
jak partyzant w tym sm-tnym jak pizda mieście
kac gigant i pizza na tłustym cieście
(następna stacja): w tym sm-tnym jak pizda mieście
[zwrotka 3]
rodzina się pewnie modli i tęskni
pewnie na pielgrzymce są u matki boskiej licheńskiej
ten melanż trwał mniej więcej ile kongres wiedeński
ale wracam, łapię metro, stacja dworzec wileński
iphone dzwoni, ale nie mam chęci na rozmowy
stoi praska dziunia w stroju disco-barokowym
teraz pociąg mija szybko stację stadion narodowy
kupowało się tu gta, no i eminema album nowy
centrum nauki kopernik
chłopak w dredach trzyma plecak, w tym plecaku ma zielnik
wciąż pijany, marihuany woń łagodzi skroń
uśmiecham się doń, wychodzi jednak jakiś bezczelny
akordeonista wsiadł na stacji uniwersytet
lubi grać cygańskie rytmy, ale lubi też krzyczeć
daję mu dwa ziko bowiem również lubię muzykę
choć w sumie wagon metra mu rujnuje akustykę
metro świętokrzyska
wraz z kebabem wsiedli ludzie, mieląc mięso w pyskach
jedna bestia, trza jej zdobyć sto pęset
ostry sos plami bluzę gdzieś przy rondo onz
mógłbym dobę tak się wgapiać w niego
zwykła podróż metrem, ile tu jest wrażeń z tego
ale koniec tej przejażdżki, muszę stać, znowu patrzeć w niebo
ostatnia stacja rondo daszyńskiego
[refren]
(następna stacja): litr wina i pół wódki
sześć szlugów, byś palił i snuł sm-tki
(następna stacja): litr wódki i pół wina
koniec lipca, za chwilę już znów zima
jak partyka w tym sm-tnym jak pizda mieście
kac gigant i pizza na tłustym cieście
(następna stacja): w tym sm-tnym jak pizda mieście
kac gigant i pizza na tłustym cieście (woo!)
[utwór 6: trójkąt]
[intro]
najciekawsze może w tej mojej całej aferze to jest świat gastronomiczny. kelnerzy, szefowie, bogowie nocy i dnia, (wielcy hehe) wielcy i mali, w barze i w koktajl-barze, w barku i za kulisami
[zwrotka 1: taco hemingway & chór]
najpierw znika poczucie rytmu
ale myślę: „cóż. może będzie jakiś zysk tu”
potem myślę: „chrystus, dlaczego muszę być tu”
ale trzecia tequila zabija poczucie wstydu
wszystkim parkiet zbrzydł już, ja nie muszę kryć już
że alkohol tańczy ze mną walczyk po walczyku
najpierw tańczy tango, potem coś inspirowane sambą
wiruję w dół karową, by wrócić na górę tamką
przyglądam się nastolatkom, kiedyś wychodziły rzadko
teraz wpadły w miasta bagno i kłamią wciąż swoim matkom
nagie nogi w szpilkach, ciekawe co na to tatko
przechodzę na czerwonym, będzie mandat, kozacko
rano będzie słabo, teraz sram na to
prawda jest taka, że nie wychodziłem tak dawno…
wracam na krakowskie, upadam, już sam nie wiem na co
słyszę tylko śmiech tych dziewczyn głupich i grubych jak grzegorz lato
[refren]
a obok w zakąskach za barem się pląsa pan roman i wtrąca w rozmowy się…
a obok w kamieniach małżonków wciąż nie ma, więc całują słomiane wdowy się
a obok, tam w bistro, miłości na szybko się wiążą i milkną, gdy nowy dzień
trójkąt warszawski
[zwrotka 2: taco hemingway & chór]
dostać w pysk w subway’u na świętokrzyskiej
w warszawie trzeba być atletą, to przede wszystkim
rozmowy z tym bramkarzem-kotletem spełzły na niczym
na karową już nie wrócę dziś, co za policzek
wychodzę na ulicę, schodzę znów na powiśle
i brodzę po krętej drodze, telefon mi głośno piszczy
cierpliwość tracę i zdrowie, znowu ta ruda pisze
kiedy znowu mnie dorwie, znów udam, że jej nie słyszę!
idę prosto przed siebie i mijam buw
mój telefon na mnie krzyczy, ja widzę, że pisze znów
złapię taksówkę, wydałem już kilka stów
z trzysta, wciąż idę dalej i czuję już wisły brud
szlugi, mocz, wóda i pot, to dziwny smród
a po drugiej stronie wisły grasuje już inny lud
istny cud, my tu fit i jogurty i pitny miód
a tam nikt nie oszukuje się wcale i tli się szlug
warszawa, rozdarta grubą kreską
zamykam drzwi taksówki, proszę na mazowiecką
taksówkarz ględzi mi, że los ma kiepski
ale ja słyszę śmiech tych głupich i grubych jak tomaszewski
[refren]
a obok w zakąskach za barem się pląsa pan roman i wtrąca w rozmowy się…
a obok w kamieniach małżonków wciąż nie ma, więc całują słomiane wdowy się
a obok, tam w bistro, miłości na szybko się wiążą i milkną, gdy nowy dzień
trójkąt warszawski, ahha, trójkąt warszawski
[zwrotka 3: taco hemingway & chór]
trójkąt warszawski, trójkąt bermudzki
dziewczyny idą tyłem, a przed nimi idą sutki
chłopcy zapominają o tym, że ich żywot krótki jest
ernest miał rację ha, zdejmuj rurki, wpierw
napij się wódki, cztery złote od lufki
nie dzwoń do przyjaciółki, nie pomoże ci już dziś
to jest dorosłość, chciałaś jej od podstawówki, co?
wolę zozole, olej to i mnie puknij, no, chodź
zaraz obok, więc idę na kredytową z nią
jakiś typ się na nas gapi, ma dość wrogi wzrok
chciałbym chwilę pomilczeć, ona ma słowotok
tamta dziewczyna ciągle pisze, chryste, po co to?
jestem piotr, ale mówią na mnie łotr
dosyć długo mam ten alias, ale nie wiem w sumie skąd
znajdziesz go wszędzie, gdzie zapach perfum i szlugów swąd
a w dziewczęcych sercach wciąż gasły światła i psuł się prąd
to mój rozumowania tok, do you wanna f-ck?
nie mówię tego na głos, bo to zbyt radykalny krok
„możesz wejść na chwilę, ale na nic nie licz”
a ja zamierzam się zasiedzieć jak michał listkiewicz (let’s get it!)
[bridge: chór & taco hemingway]
pzpn, pzpn, jebać, jebać pzpn (aha)
pzpn, pzpn, jebać, jebać pzpn
[refren]
a obok w zakąskach za barem się pląsa pan roman i wtrąca w rozmowy się…
a obok w kamieniach małżonków wciąż nie ma, więc całują słomiane wdowy się
a obok, tam w bistro, miłości na szybko się wiążą i milkną, gdy nowy dzień
trójkąt warszawski, trójkąt warszawski
[outro]
inne stoliki nie były obsłużone, ja byłem obsłużony. ja byłem obsłużony, dla mnie była każda wódka i każda potrawa, i każda muzyka w orkiestrze
[utwór 7: awizo]
milicja zaobserwowała handel kasetami na coraz większą skalę. to duża i silna organizacja, która ma swoich łączników i kurierów. jedna kaseta kosztowała dziesięć tysięcy złotych. wielkie ryzyko, ale za wielkie pieniądze. sprawcy odpowiadać będą przed sądem i organami podatkowymi
[intro: taco hemingway & chór]
wracam i widzę awizo
awizo, awizo
wracam i widzę awizo
awizo, awizo
[zwrotka 1]
wracam do mieszkania i widzę awizo
nie wiem, jaki jest cel ich, lecz chyba mnie nienawidzą
wsadzenie mnie do celi na wieki jest waszą misją
piny, nipy, pesele, ja wcale nie jestem liczbą
komornicy gonią mnie przez całą rzeczpospolitą
a w dostarczaniu papierów do mnie tu rekord pobito
więc, panie listonoszu, sio, chcesz to wracaj z policją
parę mandatów, parę stów za hece z q i partyką
[refren]
wracam i widzę awizo, awizo, awizo (woo!)
wracam i widzę awizo, awizo, awizo
[zwrotka 2]
tvp chce abonament, nie mam telewizora
więc nie zajmuję sobie głowy tym, jak żelem żigolak
nie szarpnę się na chardonnay, to nie jest celem bifora
chcesz szampana, mogę kupić zero siedem piccola
jeden koma trzy koła dla fiskusa w tym roku
gdzie są moje hajsy? jestem młody korwin w amoku
będę przestępcą, chyba zacznę robić skoki na boku
kroję sobie bogaczy jak robin w zielonym…
stare mandaty, wezwania do zapłaty
i pisma przedsądowe, więc sobie trafię za kraty
uczyłem się tupetu, trochę mnie tupet przerósł
dokoła mnie wszyscy w hajsie pływają jak wujek sknerus
[bridge]
żabką płynie wujek sknerus
jestem donald, straszny nierób
… wokół kuzyn goguś
wsadź awizo mi do grobu
[refren: taco hemingway & chór]
wracam i widzę awizo
awizo, awizo
wracam i widzę awizo
awizo, awizo
wracam i widzę awizo
widzę awizo, widzę awizo!
wracam i widzę awizo
widzę awizo, widzę awizo
[zwrotka 3: taco hemingway & chór]
wracam i widzę nowe awizo
ja znowu nie mam kwitu, kupiłem drogie chorizo
jakieś żytnie pieczywo, chleby ciemne jak akon
władam sojowym mlekiem, bo jestem soja posejdon
znowu nie mam na życie, wszystko wydałem na hummus
jadłeś byle co, widać, że apetyt ci urósł
podczas gdy jadłeś kanapki, szynkę, majonez babuni
ja jadłem jarmuż i bataty i prażone halloumi
malinowe pomidory leżą dwa na stole
mógłbym mniej wydawać forsy, ale płakać wolę
znowu pół wypłaty poszło mi na guacamole
bo w piotrze pawlo cztery awokado – dwa patole
taco, jedyny raper, który robi musakę
gdybym mniej gotował mógłbym zostać drugim tupakiem
nie mam czasu na to wszystko, jestem turbotłumaczem
czy chce grać koncert? zaproponuj jakąś sumę, zobaczę
[refren: taco hemingway & chór]
wracam i widzę awizo
awizo, awizo
wracam i widzę awizo
awizo, awizo
wracam i widzę awizo
widzę awizo, widzę awizo!
wracam i widzę awizo
widzę awizo, widzę awizo
[zwrotka 4]
miałem tróję z podstaw przedsiębiorczości
„nie wydawaj, żyj oszczędnie” – ciągle szepcą dorośli
moje rapy dzień w dzień w tej studenckiej rozgłośni
gdzie moje tantiemy, żarcik, puoć, weź mnie podgłośnij
znam warzywa, które pobierają lekcje od roślin, (huh?)
sądzą, że ten blant wielce pomocny
ale plany owych warzyw raczej niezbyt owocne
a my sprzedaliśmy tysiąc płyt, lecę na pocztę
to jeszcze nic, kiedyś zejdzie milion
sześć zer, sześć zer, to rzetelny bilon
szybki powrót z poczty, bo z jonaszem idę na wino
ty trzymaj fason, wiedz, że to taco, gdy widzisz awizo
[bridge]
zawiadomienie powtórne
chcę odebrać, zanim umrę
jak nie uda się, to trudno
wsuń je zręcznie w moją trumnę
[refren: chór & taco hemingway
wracam i widzę awizo
awizo, awizo (woo! awizo)
wracam i widzę awizo
awizo, awizo
wracam i widzę awizo
widzę awizo, widzę awizo! (woo!)
wracam i widzę awizo
awizo, awizo
[utwór 8: 900729]
[zwrotka 1]
900729 – tak zaczyna się mój pesel
znowu wąsy mam jak psl, skórę, kurtkę i sweter
w płucach hula mi przester, w ręku dzierżę neseser
… będę pluł wersem, dajcie żyć jak laissez faire
myśli stukają o kości, jak stuka rumak o werbel
wchodzę na wyżyny zuchwały, jak dwulatek na mebel
a te hieny znów szczekały, zamiast wejść na mój szczebel
zamiast się jąkać, joachim, lepiej wejdź na mój le-lewel
mnożę te pieśni, mejoza, mitoza i ryczę, jak jakiś ogromny dinozaur
a kiedy odejdę, to ma być żałoba, bo ja i mikrofon: tupolew i brzoza
żenię się z miastem, wnoszę swój posag, dusza biggiego i cześka miłosza
wszystko, co robić chcę w życiu, to wiersze, lecz poci się serce, wylewa się proza
pluję pasją, ty tej pasji nie czujesz
zachowujesz się jak nie ty, ta maska cię psuje
me płuca lassem są skute, znowu ta astma mnie kłuje
ja i me płuca cię kochamy, a ty nas zaniedbujesz
[refren]
no, a pamiętasz…
jak mówiłaś, że mnie kochasz?
jak mówiłaś, że mnie kochasz?
jak mówiłaś, że mnie…
ten sen porasta płuca jak mech
id, ego, superego – 0,7 na trzech
…
jak mówiłaś, że mnie kochasz?
jak mówiłaś, że mnie kochasz?
jak mówiłaś, że mnie…
ten sen porasta płuca jak mech
(id, ego, superego – 0,7 na trzech
no co za pech)
[zwrotka 2]
dzwonię do ciebie tak o czwartej nad ranem
na dworze zimowe deszcze, więc jestem raczej zalany
chce cię całować, wybadać twoją czaszkę i gały
i nie przestawać tak do wiosny, …, takie mam plany
siedem miliardów ludzi w świecie, chyba same barany
i ja, baranek boży, może możesz gładzić me rany?
musisz mnie sklejać wciąż na nowo, jestem stale porwany
ty jesteś snem, wokół koszmary, jestem stale narwany
odpisz, bo będę tu płakał do rana, pojawiam się znikąd jak fatamorgana
kontrola nad światem jest gwarantowana, więc ty będziesz mich-lle, ja barack obama
byłaś mi taka kochana, dramat, teraz się urwał nam kontakt
więc chodzę pijany po mieście i ledwo się mieszczę w nim, ciągle się krzątam
ciągle się plączę, kiedyś trafię na spowiedź
ciągle wypluwam gardłem lawę, twoje serce lodowiec
chyba podniosłaś słuchawkę, słyszę twój wdech! weź coś powiedz: „spierdalaj”
idę dalej z ciężkim łbem jak zomowiec
[refren]
a pamiętasz…
jak mówiłaś, że mnie kochasz?
jak mówiłaś, że mnie kochasz?
jak mówiłaś, że mnie…
(ten sen porasta płuca jak mech
id, ego, superego – 0,7 na trzech)
no, a pamiętasz…
jak mówiłaś, że mnie kochasz?
jak mówiłaś, że mnie kochasz?
jak mówiłaś, że mnie…
(lawina myśli leci na brew
id, ego, superego – 0,7 na trzech)
[zwrotka 3]
moi znajomi robią biznes, a ja wciąż jestem nikim
cywilizują się nagminnie, a ja wciąż jestem dziki
do szafy schowali vansy, powoli noszą trzewiki
i poważnieją, nazywają nagle „moczem” swe siki
biegam po mieście i cię ścigam bez przerwy
biegam jak kurczak bez głowy albo jak piłkarz z rezerwy
boję się, że cię zobaczę, topię w drinkach te nerwy
nerwy ze stali mam! choć chyba nie tej nierdzewnej
szedłem za tobą i widziałem mnóstwo
jak znikasz z nim tanią taksówką
jak idziesz jak prawdziwe bóstwo, a krok twój wyraźnie huśtany jest wódką
widziałem też jego, kroczył po mieście, wyglądał obleśnie polując na niebo
leżał na glebie i śpiewał o pzpnie i miejscach połkniętych przez przeszłość
widziałem złamane serce, widziałem biegnące nogi
ja, ty i piotrek, warszawski tercet, ja i mój weltschmerz, nie wiem, co robić
ta twoja czarna sukienka, twarz zakopana w twych rękach
na twarzy make-up i męka, piszę te słowa i serce mi pęka
twarz taka piękna, że klękam
w mojej głowie piosenka, idę do studia, beaty mnie wabią
opiszę trójkąt warszawski, ja i ty, ty i ja i ten zakapior
opiszę brud i luksus, pieniądz wydany na wódę i kawior
wchodzę do studia… ostatni wdech
to miasto wciąż pachnie jak szlug i kalafior
[outro]
sen porasta płuca jak mech
id, ego, superego – 0,7 na trzech
no, a pamiętasz…
jak mówiłaś, że mnie kochasz?
jak mówiłaś, że mnie kochasz?
jak mówiłaś, że mnie…
sen porasta płuca jak mech
id, ego, superego – 0,7 na trzech
no, co za pech…
[interludium 4: taco hemingway]
chciałem pozdrowić wszystkich ludzi z poza warszawy
bo to nie mogła być łatwa płyta, także pozdrawiam was serdecznie
ciśniemy dalej, nie mamy dużo czasu, chcemy zagrać dużo piosenek
[utwór 9: marsz, marsz]
[zwrotka 1]
wbijam tam z grubej rury, upijam się, mówię bzdury
i zaraz dostanę mandat, bo warczy ten kundel bury
funkcjonariusza widzę, co łypie ze suczej fury
bo widział, jak tańczę w kroplach deszczyku z tej rudej chmury
drga mi grdyka, nie słyszę, bo gra muzyka
te dziewki ciągną te kreski, nie wspomną o mazowieckim
me serce znów za mną tęskni, bo znowu te lufy łykam
i całe od kul dziurawe i jak rambo kuśtykam
(w tym mieście) nikt już nie tańczy
(w tym mieście) tango to frykas
panowie owocowi chcą bananem mango dotykać
gardło nam usycha po narkotykach
każdy się z czartem i niefartem i ze szklanką boryka
biały proch ci leci na czarne szpilki
pewnie wciągasz biel, jak kiedyś wciągałaś big milki
jestem tu, powiedzieli mi, że wyszłaś o pierwszej
a twoje usta się błyszczały jak lipcowe czereśnie
[refren]
ciebie znowu nie było
gdybyś nie istniała, miastu by wygodniej się żyło
jestem tu, (byłem tam), zresztą w sumie, kto nie był?
jest tu cała wwa, z wyjątkiem ciebie
jestem tu, (byłem tam), poszłaś z koleżankami
na tych nogach, które ja nazywam karabinami
no, to marsz, marsz
marsz, marsz, marsz
[zwrotka 2]
szukam cię po shot barach
z dziewczynami wyglądacie, jakbyście były na oscarach
ja i koledzy oświadczymy wam się od zaraz
choć stanowimy pewnie jakąś bandę ciot dla was
wiążesz włosy w cebulę
i pewnie świat cię denerwuje jak alutka jędrulę
pewnie cię bolą oskrzela, teraz dymem je czule
opatuliłaś i zamawiasz sobie wódkę z red bullem
latacie po mieście jak bójka, bajka, brawurka
w rękach wasze atrybuty: wóda, szampan, bibułka
dzika jak pustynne kresy, stepy, tajga i dżungla
twoje rzęsy wobec mężczyzn są jak łańcuch dla kundla
szukasz zapalniczki, ja bym dał ci ogień
i nękał wzrokiem jak proboszcz, który gwałci bogiem
mon dieu, wciąż kochasz mnie, ja w to nie wątpię
chociaż w zeszły piątek przecież poszłaś za tamtym piotrkiem, huh?
[refren]
ciebie znowu nie było
gdybyś nie istniała, miastu by wygodniej się żyło
jestem tu, (byłem tam), zresztą w sumie, kto nie był?
jest tu cała polska, z wyjątkiem ciebie
jestem tu, (byłem tam), poszłaś z koleżankami
na tych nogach, które ja nazywam karabinami
no, to marsz, marsz
marsz, marsz, marsz
[zwrotka 3: taco hemingway & chór]
lubisz muskulaturę
gestykulujesz, jakbyś znów zdawała ustną maturę
gdy ciebie widzę, momentalnie zamiast mózgu mam dziurę
chce z tobą chadzać po knajpach, zamawiać kuskus na spółę
w nocy się kochać, rano zamawiać pizzę
jesteś fajna i dobra, tylko że w złym towarzystwie
wolicie koksować w loftach, my raczej browar przy wiśle
może cię pojmam i koszmar ci zrobię, żeby się przyśnić?
okej, za daleko
ale chyba się zatrułem znów nóżkami z galaretą
jutro będzie masa ibupromów, potem kawa, mleko
ale póki mogę, się na nogi dzisiaj stawiam setą
gorzka ruda chmura znowu kropi
zastanawiam się co robisz, gdzie teraz stawiasz kroki
dlaczego mi nie odpisujesz, kurwa, błagam, odpisz!
nagle jesteś, rzucam setką gdzie popadnie, bo nie zdążę jej dopić
no, i…
butla się tłucze o chodnik
idzie jakaś para do taksówki, chyba to grosik
a ty drąc się wniebogłosy do …
krzyczysz coś, co sugeruje, że się znacie z przeszłości
ile minęło sekund? no, maks trzy
on bierze tamtą drugą i ją wpycha do taksy
to jest jest ten cały piotr? kurwa mać, jestem tak zły
rzuciłbym butem w ciebie, gdyby to nie były air maxy
tragicznie zakochana…
pocieszyłbym cię, ale muszę iść do domu, żeby chlać do rana
nie chodzi o to, że się kochasz w jakichś innych panach
ale w tej szui, która miastu znana? dramat
[interludium 5: taco hemingway]
rumak na bicie
[utwór 10: +4822]
jedziemy do warszawy… jedziemy do warszawy… bardzo się cieszę, długo na to czekałem
[zwrotka 1]
ach, te klubokawiarnie
wskazać mi je, to jak pokazywać kurwom latarnie
tylko ty i ja i tego miasta brudne palarnie
korpo szczury tu się podlizują biurwom nachalnie
tyle hajsu… pewnie mogą kupować w almie, (huh?)
jadą sobie wypić wódę przy palmie
trochę zimno, wwa znowu udaje narnię
ale wszystko jedno. mi tu dosyć cudownie. wam nie?
jest mi nie do śmiechu!
kolega poszedł gdzieś tam szukać euronetu
ja znowu w centrum, sam, w płaszczu zero petów
(haa) wwa, zawsze pełno mnie tu
i pełno mętów, co zakazują lewoskrętu
koszulki hemp gru, więc zaraz się pozbędę zębów
nie czuję dźwięku tego bulgoczącego lęku
jestem tu. moje serce jest jak stado bębnów
[refren]
kawiarnie, kluby, no i klubokawiarnie
martwi królowie znowu pójdą na marne
kiedy za oczami noszę diabła
znajdź mnie tam gdzie +4822
kawiarnie, kluby, no i klubokawiarnie
zdrajcy narodu znowu ujdą bezkarnie
kiedy za oczami noszę diabła
znajdź mnie tam gdzie…
[zwrotka 2]
to miasto pachnie jak szlugi i kalafiory
moi sąsiedzi grubi i grube ich labradory
moje półkule mózgu się kłócą jak dwa amory
które pokonują umysł i nie chcą mu dawać fory
to miasto pachnie jak szlugi i propaganda
iskierki nam lecą z głowy, gdy czubi się obca banda
choć w sumie to ich nie znamy. nie lubią nas? no to skandal
w tej ekipie każda panna księżniczka, chłopak wandal
miałem nie wychodzić, bo zażywam antybiotyk
a to miasto jest jak mąż, miękki szept, potem twardy dotyk
za to wokół same bandy idiotek
co chcą być małą mi, a mają j-py panien migotek (uh)
na melanżu pełno tatuażu
wąsaty chłopiec stawia szoty dzisiaj na brutażu
raz, dwa. tu kieliszek, chlup! dla kurażu
ten młody gangster jest na co dzień na bezpłatnym stażu
żeby tańczyć z tą piękną, co ma cudne dziary
musi śpiewać tu z jagiełłą i zygmuntem starym (huh?)
na co dzień milczy z mieszkiem i chrobrym
tu w stolicy, gdzie stoicyzm niebezpiecznie niemodny
[refren]
kawiarnie, kluby, no i klubokawiarnie
martwi królowie znowu pójdą na marne
kiedy za oczami noszę diabła
znajdź mnie tam gdzie +4822
kawiarnie, kluby, no i klubokawiarnie
zdrajcy narodu znowu ujdą bezkarnie
kiedy za oczami noszę diabła (wah!)
[zwrotka 3]
znajdziesz mnie tam gdzie +4822
w mieście dziewczyn, które noszą nike roshe za dnia
w nocy szpile, dwie tequile, potem no se habla
tracą maniery: „no do kurwy nędzy, co się pan pcha?!”
dziwny nastrój tu się kręci po mieście
chcę opisać to w piosence, to już trzecie podejście
boję się policji strasznie, wiedzcie to wreszcie
to nie wojna, to relacja typu zięcie i teście
tutaj ma pan moje dane, jak je chcecie to bierzcie, (huh)?
tylko, panie władzo, zmieńcie podejście
mój przyjaciel skończył skacowany w izbie wytrzeźwień
z menelami. każdy z nich wyglądał jak leonid iljicz breżniew
daj opiekę. całuj mnie jak honecker
daj mi spokój, mam zły humor gdy podnoszę powiekę
czasem wwa mi opór przypomina kobietę
ulice to jej tatuaże, ja ją proszę o rękę. będzie wesele (huh? huh?)
będzie wesele (huh?)
[refren]
w tych klubokawiarniach
czysta wóda pita w brudnych palarniach
kiedy za oczami noszę diabła
znajdź mnie tam gdzie +4822
w tych klubokawiarniach
czysta wóda pita w brudnych palarniach
to te noce, kiedy za oczami noszę diabła
znajdź mnie tam gdzie +4822 (o!)
[interludium 6: taco hemingway]
pozdrowienia dla borucciego
gramy hicik, czas na hicik
mamy dwa hiciki, to jest pierwszy
[utwór 11: wszystko jedno]
[intro: taco hemingway]
libacje tam takie wyprawiają, dziwki byle jakie sprowadzają,(rumak na bicie!)…nawet handlują, bo jak się popiją to łomot, krzyki, wrzaski. nie wiadomo co się tam dzieje, firany się u mnie bujają, żyrandol się trzęsie, a uwagi to nie daj boże zwrócić – takie tam towarzystwo
[zwrotka 1]
wybrały się do klubu z koleżankami z uw
wzięły po parę buchów i oczekują cudów
oczekiwały cudów, nie spodziewały się brudu
chciały przebojów, ale słyszą tylko łubu-dubu
niechaj nam żyje prezes, to znaczy dj klubu
coś tam miksuje sobie i odczuwa wiele trudu
a nasze koleżanki, piękne jak lalki barbie
pod koniec tańców wyglądają jak laleczki voodoo
jeden typ się wozi, jakby miał z osiem fiutów
ray-bany w klubie? myśli chyba, że jest bono z u2
ten biały kruk… szybko przypadłaś mu do gustu
czerwona szminka, czarna szpilka, czerwień wina w mózgu
chęć na biel, on jest fanem white stripesów
więc zaprasza do siebie, tu mało miejsca do tańców
czy iść się z panem bratać z dala od tego tłumu?
pora na antrakt, chyba trzeba się zapytać chóru
[refren 1]
(wszystko jedno, wszystko jedno
bierz go, jedz go, kiedy leży jak drewno
niechaj wejdzie wewnątrz, wpuść go wewnątrz
prosto w krew, serce i sedno, wszystko jedno, wszystko jedno)
każdy król kiedyś upuścił swoje berło
(wszystko jedno, wszystko jedno)
mury wokół twego serca legną
ja… (umrę dziś, a ty ze mną)
[zwrotka 2: taco hemingway & chór]
za księciem, raz, dwa, już czeka na nich taksa
napięcie ciągle wzrasta, wsiada więc ta niewiasta
panience chce się klaskać, mieszkanie w centrum miasta?
dałaby się pochlastać, żeby tu spać
najpierw – narkotyki, potem – czar muzyki
butlę porto chwycił i jedną czwartą wypił
teraz jego nozdrza dyszą jak dwa czarne byki
najpierw były czułe słowa, potem koszmarne krzyki
czar się ziścił, uh-huh, czar się ziścił
ona jak sarna piszczy, a on tę sarnę zniszczy
sarny umysł się iskrzy, telefon krzyczy i piszczy
nasz bohater głośno krzyknął, a teraz milczy
skóra owcza, apetyt wilczy
rano zrzuci to na butle wina, a pił trzy
ona wychodzi, on dostrzega jakąś butlę rumu
czy pić coś jeszcze? chyba trzeba się zapytać chóru
[refren 2]
wszystko jedno, (wszystko jedno
bierz to, chlej wciąż, potem legniesz jak drewno
otwórz tylko usta i zawartość wlewaj wewnątrz
prosto w krew, serce i sedno, wszystko jedno
każdy król kiedyś upuści swoje berło
wszystko jedno, wszystko jedno
mury wokół twego serca legną
ja… umrę dziś, a ty ze mną)
[zwrotka 3]
piękny warszawski piątek, pełen przekąsek, zakąsek
i ludzi, którzy gubią wątek
leje się alkohol, a w lokalu dzisiaj komplet
nasza bohaterka wodzi za kimś wzrokiem
szuka księcia
gwoli rymu damy mu na imię piotrek
pisała siedem dni, teraz się boi, że ten piotr pękł
a dla niej on to filet mignon
w tym kraju, w którym każdy chłopiec jest jak mielony kotlet
dla niej on to mniej więcej jude law
w kraju, w którym każdy chłopiec to jest jełop i oblech
teraz widzi gdzieś go w tle, więc łapie oddech
on chyba też ją zauważył, lecz zachował się podle
zabrakło papierosów, doszła do wniosku
żeby zagadać dżentelmenów niemówiących po polsku
wraca wtem do środka, widzi, że jakaś trzpiotka
zagaduje jej piotrka, kurwa mać
z tylu osób zagaduje jej chłopca? jebany rekord!
buzia jak brodka i do dwunastego żebra dekolt
nosi rury i szpilki, on kupuje jej drinki
i wertuje klucze w płaszczu, robiąc głośny klekot
usta tamtej odchylone, a jej wzrok prosi
o jego wnętrzności, bierze oddech i się pierś wznosi
widzi to piotrek i zamawia taxi grosik
myśląc jeszcze jakim trunkiem koleżankę ugości, ale
[refren 2]
(wszystko jedno, wszystko jedno
bierz to, chlej wciąż, potem legniesz jak drewno
otwórz tylko usta i zawartość wlewaj wewnątrz)
prosto w krew, serce i sedno, wszystko jedno
(każdy król kiedyś upuścił swoje berło
wszystko jedno, wszystko jedno
mury wokół twego serca legną
ja… umrę dziś, a ty ze mną)
[zwrotka 4: taco hemingway & chór]
naszej bohaterce chce się płakać
i jeść maca, jest blisko skarpy, pójdzie skakać
przecież też ma ładne ciało, śliczny brzuch i cycki
ale rzeczywiście tamta ma te długie łydki
naszej bohaterce się łamało serce nieraz
ale to, co widzi teraz, ją zabija niemal
oto przechodzą obok niej, panie, panowie, co za scena!
piotrek kiwnął głową i powiedział: „o, siema!”
„kurwa mać. o, siema? panie bohema?
prezerwatywy?, o, nie mam!
panie szybki orgazm, uważaj, bo strzelam
panie puszczam jacka white’a, gdy dziewczynę rozbieram?”
nagle cichnie muzyka, piotrek ślinę przełyka
w jego głowie wielce szybka matematyka
uśmiechając się pięknie, łapie tamtą za rękę
kilka kroków w przód i wsiadają do grosika
[interludium 7: taco hemingway]
zgadnijcie czyj to był bit?
dziękujemy ślicznie, ekhm
dobra, gramy dalej
[utwór 12: białkoholicy]
każdy może ćwiczyć, wszyscy mogą ćwiczyć. wiek nie odgrywa żadnej roli. nareszcie jest szansa na to szczupłe, seksowne ciało, jakie zawsze chcieliście mieć
[zwrotka 1]
słuchaj, ziomek, nie chcę żadnej wymówki
jeśli robisz omlet, kupuj tylko jajka zerówki
sprawdź, czy kury miały wolny czas na fajne wędrówki
wołowina? czy przed śmiercią życie bajką dla krówki?
tego tu nie tykaj, bo zawiera glutaminian!
tu masz tłuszcze nasycone, ile gram? chyba kurwa z miliard!
tu masz świeży cząber, tu bazylia
tylko sprawdź, czy niepryskane i pamiętaj: gmo zabija
białko jedz od razu po treningu
no, a sam trening rozpoczynaj zawsze od stretchingu
potem cardio, kilka kilometrów biegingu
życie łap za gardło, bądź jak bokser na ringu
jedz kwasy omega 6 i omega 3
cały czas je jem i nigdy nic nie dolega mi
no, a tak patrzę na kolegę, a tu kolega śpi
bo pewnie cukru jesz za dużo, wyrzuć colę za drzwi!
zapomnij o tych węglowodanach
i unikaj czerwonego, jeśli mięso masz w planach
jeśli woda, tylko mineralna niegazowana
a jak pieczywo, to ciemniejsze niż prezydent obama
i tak bredził i mi truł przejęty
ciągle dawał rady i polecał suplementy
a w źrenicy przecież widzę, że jest k-mpel spięty
bo miał dobry plan żywienia… szkoda tylko, że się psuł w weekendy
[refren]
ile w kokainie błonnika? uhm… zero gram
tydzień temu coś zmyślał, „już nie robię tego od dzisiaj!”
uhm… zero zmian
takich ludzi wielu znam
w ciągu tygodnia robią pompki, potem jedzą tran
24/7 na siłowni, ciągle siedzą tam
hantel w dłoni, potem mają kielon tam
w drugiej popita, ile w coli błonnika?
zero gram
[zwrotka 2]
w tym nowym millenium
nikt nie chce gadać o niczym, tylko o zdrowym żywieniu
o dobrym miodzie i o krowim cierpieniu
nowym wegan barze, o tym jaki szef kuchni robi w nim menu
wszyscy ekspertami są z zakresu dietetyki
i cielesności, i sportu, i praw fizyki
pokolenie lifehackerów, każdy zna te triki
to wszystko bardzo proste, filip, to jest małe miki
dzisiaj ten kolega miał ćwiczenia interwałowe
potem w szatni, w smrodzie potu, zjada zimne schabowe
z zimnym ryżem, zimne żyły, facet biznes ma w głowie
słuchawkę bluetooth, wykrzykuje tajemnice handlowe
w l-strze obserwuje bice swoje
ja dobrze wiem, że potem kupi w kiosku „wiceroje”
potem z żoną wychla mało dietetyczne napoje
potem na kebab, a w niedzielę zjedzą pizzę na dwoje
ale to weekend, to się wcale nie liczy!
choć zwykle liczy kalorie, w ten weekend mało policzył
to niełatwe przecież kultywować ciało w stolicy
bez przerwy białko, alkohol, sami białkoholicy
węszą biel, jak scooby doo węszy tajemnice
węszą biel, jak scooby doo węszy tajemnice, (huh?)
białkoholików ja tu stale widzę
co węszą biel, jak scooby doo węszy tajemnice
[refren: taco hemingway & chór]
potem węszą koks w kiblach
ile w kokainie błonnika? uhm… zero gram
tydzień temu coś zmyślał, „już nie robię tego od dzisiaj!”
uhm… zero zmian
takich ludzi wielu znam
w ciągu tygodnia robią pompki, potem jedzą tran
24/7 na siłowni, ciągle siedzą tam
hantel w dłoni, potem mają kielon tam
w drugiej popita, ile w coli błonnika?
zero gram
[zwrotka 3]
jest problem, dobrze wiesz jaki
po paru lufach masz ochotę na te wieśmaki
brzuch burczy, nozdrza węszą niby zwierz jakiś
leży butla przecież w piasku, stary, weź się napij
w sumie tych problemów raczej tutaj masz sporo
po paru lufach masz ochotę na te marlboro
nie jesteś tutaj z własnej woli, tylko za namową
ty chciałeś zostać w domu, ktoś cię zabrał na karową
i na plażową, chyba żeś tu się postarzał o rok
łeb dudni, jakby dział się paryż-dakar obok
ziomek chce popity, syczy, charczy, błaga o sok
lecz ta dziewczyna co podoba ci się teraz włosy splata na kok
… myślą, że to miami vice człowieku
wielcy bossowie tu balują za hajs kolegów
połowa ludzi to gify, w kółko powtarza swe błędy
druga połowa stoi w miejscu, to kraj jotpegów
wwa jest rajem sępów
rozwodzą się ze stylem i nie płacą alimentów
niektórzy żyją tylko i wyłącznie dla weekendów
codziennie tuzin zaproszeń na tuzin różnych eventów
słuchaczu, każdy gra tu, ja i ty na widowni
każdy gada ile czasu spędził dziś na siłowni
tylko ziomek, weź kolegom tu się przypatrz i policz
że cztery piąte z nich wygląda tak jak michał milowicz
[refren]
ile w kokainie błonnika? uhm… zero gram
tydzień temu coś zmyślał, „już nie robię tego od dzisiaj!”
zero zmian
takich ludzi wielu znam
w ciągu tygodnia robią pompki, potem jedzą tran
24/7 na siłowni, ciągle siedzą tam
hantel w dłoni, potem mają kielon tam
w drugiej popita, ile w coli błonnika?
zero gram
24/7 na siłowni, ciągle siedzą tam
… potem mają kielon tam
w drugiej popita, ile w coli błonnika?
zero gram
[interludium 8: taco hemingway]
o ja…
dziękujemy ślicznie
to jest piosenka o tym co ja robię na openerze
bo miałem żyć zdrowo a przyjechałem na openera
ciśniemy dalej?
drugi-
drugi hicik, jak rumak się zgodzi to gramy drugi hicik
[utwór 13: 6 zer]
[zwrotka 1]
idę ulicami gapiąc się na panny hoże
czarne płaszcze, czarne rury, no i czarne roshe
rozbity iphone 6, choć zarabia marne grosze
nie pytam skąd ma hajsy, jeśli chce tańczyć to bardzo proszę
widzę jednak, że niechętna, dobry panie boże
może tamta będzie chciała, jeśli ta nie może?
plączę mi się język, same dziwne zdania tworzę
będzie dwója z plusem, może trója minus, panie psorze?
białe gówno ptaka ozdobiło czarne porsche
wewnętrzna kieszeń płaszcza, zawsze w niej browary noszę
jak początek miesiąca to grolsche, koniec miesiąca to łomże
mama pyta czy chcę jakiś przelew. mówię: „bardzo proszę”
[refren: taco hemingway & chór]
sześć zer, chciałbym kiedyś zrobić sześć zer
barman pyta mnie czy polać jeszcze. bardzo proszę
ktoś mnie pyta z kim tu jestem
ktoś inny mnie pyta czy chcę w pysk. mówię: „bardzo proszę”
wyrastają guzy, niby karkonosze
jestem ateistą, ale niech mi dobry pan pomoże
zobaczyłem wszystko, chyba wrócę i się spać położę
barman pyta czy chcę jeszcze. bardzo proszę
(oh-o-o), bardzo proszę, wyrastają guzy, niby karkonosze
jestem ateistą, ale niech mi dobry pan pomoże…
[zwrotka 2: taco hemingway & chór]
w tym pokoleniu, na umowie-zleceniu
nie gada się o przyszłości i zusie, ubezpieczeniu
ci ludzie nie chcą gadać o wpłatach na lokatach premium
i polityce tych pozycji raczej nie mamy w menu
(ale, ale) idę na balet i żyję wspaniale
sobie zapalę i wypiję, żeby zalać te żale
rano zamówię domino’s, miałem dietę mieć inną
niż dietę piwną. od lutego zacznę ćwiczyć na stałe
na facebooku same sześciopaki
koledzy przechwalają się jak jakieś przedszkolaki
same zdjęcia z siłki, jak pulsują typom wszelkie żyłki
jutro da zdjęcie z teatru, tak dla niepoznaki
ludzie raczej słabi są, ja to słabo znoszę
czarne dziury się podają za polarne zorze
kto fifiemu poda rękę kiedy zaniemoże?
barman pyta czy polać kolejkę. mówię: „bardzo proszę.”
[refren: taco hemingway & chór]
sześć zer, chciałbym kiedyś zrobić sześć zer
barman pyta mnie czy polać jeszcze. bardzo proszę
ktoś mnie pyta z kim tu jestem
ktoś inny mnie pyta czy chcę w pysk. mówię: „bardzo proszę”
wyrastają guzy, niby karkonosze
jestem ateistą, ale niech mi dobry pan pomoże
zobaczyłem wszystko, chyba wrócę i się spać położę
barman pyta czy chcę jeszcze. bardzo proszę (partyka!, oh!)
bardzo proszę, wyrastają guzy, niby karkonosze
jestem ateistą, ale niech mi dobry pan pomoże…
[interludium 9: taco hemingway]
[?], puść od początku, puść od początku
sorry, przepraszam
zagalopowałem się, gramy od nowa całą piosenkę, sorry
woo, jeszcze raz, zrobimy jeszcze raz, będzie wszystko pięknie
[zwrotka 1]
idę ulicami gapiąc się na panny hoże
czarne płaszcze, czarne rury, no i czarne roshe
rozbity iphone 6, choć zarabia marne grosze
nie pytam skąd ma hajsy, jeśli chce tańczyć to bardzo proszę
widzę jednak, że niechętna, dobry panie boże
może tamta będzie chciała, jeśli ta nie może?
plączę mi się język, same dziwne zdania tworzę
będzie dwója z plusem, może trója minus, panie psorze?
białe gówno ptaka ozdobiło czarne porsche
wewnętrzna kieszeń płaszcza, zawsze w niej browary noszę
jak początek miesiąca to grolsche, koniec miesiąca to łomże
mama pyta czy chcę jakiś przelew. mówię: „bardzo proszę”
[refren: taco hemingway & chór]
sześć zer, chciałbym kiedyś zrobić sześć zer
barman pyta mnie czy polać jeszcze. bardzo proszę
ktoś mnie pyta z kim tu jestem
ktoś inny mnie pyta czy chcę w pysk. mówię: „bardzo proszę”
wyrastają guzy, niby karkonosze
jestem ateistą, ale niech mi dobry pan pomoże
zobaczyłem wszystko, chyba wrócę i się spać położę
barman pyta czy chcę jeszcze. bardzo proszę
(oh-o-o), bardzo proszę, wyrastają guzy, niby karkonosze
jestem ateistą, ale…
[zwrotka 2: taco hemingway & chór]
w tym pokoleniu, na umowie-zleceniu
nie gada się o przyszłości i zusie, ubezpieczeniu
ci ludzie nie chcą gadać o wpłatach na lokatach premium
i polityce tych pozycji raczej nie mamy w menu
(ale, ale) idę na balet i żyję wspaniale
sobie zapalę i wypiję, żeby zalać te żale
rano zamówię domino’s, miałem dietę mieć inną
niż dietę piwną. od lutego zacznę ćwiczyć na stałe
na facebooku same sześciopaki
koledzy przechwalają się jak jakieś przedszkolaki
same zdjęcia z siłki, jak pulsują typom wszelkie żyłki
jutro da zdjęcie z teatru, tak dla niepoznaki
ludzie raczej słabi są, ja to słabo znoszę
czarne dziury się podają za polarne zorze
kto fifiemu poda rękę kiedy zaniemoże?
barman pyta czy polać kolejkę. mówię: „bardzo proszę.”
[refren: taco hemingway & chór]
sześć zer, chciałbym kiedyś zrobić sześć zer
barman pyta mnie czy polać jeszcze. bardzo proszę
ktoś mnie pyta z kim tu jestem
ktoś inny mnie pyta czy chcę w pysk. mówię: „bardzo proszę”
wyrastają guzy, niby karkonosze
jestem ateistą, ale niech mi dobry pan pomoże
zobaczyłem wszystko, chyba wrócę i się spać położę
(oh-o-o), bardzo proszę, wyrastają guzy, niby karkonosze
jestem ateistą, ale…
[zwrotka 3]
wiosenny piątek. jadę nocą na tym veturilo
nie powinienem, bo wypiłem to czerwone wino
chciałbym powiedzieć teraz, że uciekam przed policją
ale zapamiętaj: życie to nie ale kino
smak naszego życia to wygazowane piwo
nasze romanse ustępują wszystkim harlekinom
zamiast czarnej limuzyny zbity pysk, duże czarne limo
nie szukaj scarlett, jak nie jesteś rudolph valentino
to jest polska, tutaj stale zimno
ten kabriolet chowaj, ziomki momentalnie gwizdną
każdy tutaj gwiżdże do re mi fa sol la si do
to melodyjny kraj. muzykantów takich tutaj milion
mam dwadzieścia parę lat, moje plany giną
kręcę się po mieście z wiecznie zblazowaną miną
mózg jak karabin, mógłbym zabić kogoś, zgładzić myślą
ciągle w pogoni za tą straszną liczbą
czyli sześć zer
chciałbym kiedyś zrobić sześć zer
sześć zer
chciałbym kiedyś zrobić sześć zer
[refren: taco hemingway & chór]
sześć zer, chciałbym kiedyś zrobić sześć zer
barman pyta mnie czy polać jeszcze. bardzo proszę
ktoś mnie pyta z kim tu jestem
ktoś inny mnie pyta czy chcę w pysk. mówię: „bardzo proszę”
wyrastają guzy, niby karkonosze
jestem ateistą, ale niech mi dobry pan pomoże
zobaczyłem wszystko, chyba wrócę i się spać położę
barman pyta czy chcę jeszcze. bardzo proszę
(oh-o-o), bardzo proszę, wyrastają guzy, niby karkonosze
jestem ateistą, ale niech mi dobry pan pomoże…
[outro: taco hemingway]
maciej ruszecki – rumak a.k.a g*niusz od bitów
dziękujemy ślicznie, pewnie najważniejszy dzień-moment mojego życia, możliwe
zawodowo, na pewno
idzie łukasz partyka, ten, on zrobił klip do “6 zer”, zrobił wszystko, kocham cie stary
brawo łukasz!
pozdrawiam dla rodziny i ziomków którzy się tam osadzili
mama jest, tata ogląda tam (woo!)
okej, dobra
dziękujemy!
chcieliśmy zagrać jeszcze jedną piosenkę, ale nie mamy czasu niestety
takie są prawa festiwalu, huh, huh, dobra
dziękujemy ślicznie
do zobaczenia na koncertach, w innych miejscach niż warszawa, może kiedyś, bym zagrał
dziękujemy ślicznie
do widzenia, do zobaczenia, w ogóle, tu wszędzie, bo ja tutaj będę śmigać sobie, on też
jeszcze raz dziękujemy
letras aleatórias
- letra de your apartment - phoneboy
- letra de invincible - lil wett
- letra de punto y se acabó - verónica castro
- letra de can’t see - lil legend
- letra de story of a boy (harder version) - jordy
- letra de bomba d humo - dani umpi
- letra de chronic (english ver.) - naqt vane
- letra de эгегейская (egegey) - пилот (pilot) [russia]
- letra de stay in dreams - la fer de lance
- letra de national gas - mickey jupp's legend