letras.top
a b c d e f g h i j k l m n o p q r s t u v w x y z 0 1 2 3 4 5 6 7 8 9 #

letra de wyższe sfery 2 [cześć 2] - normatyw

Loading...

[intro: beny ntw]
wyższe sfery…
wyższe sfery…
wyższe sfery…
wyższe sfery…
wyższe sfery…
wyższe sfery…
wyższe sfery

[zwrotka 1: zibi ntw]
to wyższe sfery, jak zostało powiedziane
właśnie takie moje zdanie w 100% przekonanie
jak plaga szarańczy niszczy wszystko co napotka na swej drodze, nie ma mowy o przeszkodzie
bez skrupułów, po trupach do celu, takich skurwieli wielu
coraz więcej, setki tysiące, ludzkie dusze błądzące
nie znające cierpienia i bólu, każda zachcianka spełniona
i gdy wśród ludzi takich od grona, słuchaj tеgo
ważne słowa, przesłanie do ludzi: niеch was pieniądz nie poróżni
bo to nie jest najważniejsze, przyjaźń koleżeństwo, te rzeczy dla mnie najcenniejsze
z wiekiem więzi coraz to mocniejsze
a prawo okrutniejsze, te zmiany pierdolone
ustawy, pytanie dla kogo? na pewno nie dla nas
żadnej zmiany nie widać, dalej bieda w kraju bieda
tylko ludzie z wyższych sfer, na kontach mnóstwo zer
wycieczki, wyspy, ciepłe kraje, a tu szary człowiek
kurwicy dostaję, bo nie wie co jest grane
tyra dzień w dzień by rodzinne utrzymać
tylko taka możliwość, gdzie ta wasza sprawiedliwość?
[refren: zibi ntw & beny ntw]
głos ulicy, jak głos waszego sumienia
2002 rok, nic się nie zmienia
głos ulicy, jak głos waszego sumienia
wyższe sfery, nic się nie zmienia
głos ulicy, jak głos waszego sumienia
kropla prawdy, głupoty epidemia
głos ulicy, jak głos waszego sumienia
zibi z benym, liryka podziemia

[zwrotka 2: beny ntw]
gdzie ta wasza sprawiedliowść? gdzie uczciwość?
pojęcie względne, przekręt za przekrętem
bezwzględne zasady gry, jeden haruję podczas gdy drugi się bawi
za pieniądze podatników, bez liku ludzi przerażonych rzeczywistością
patrząc jak uraz chciwością rozszarpuję kraj
za ludzkie łzy urządzają sobie raj spracowanych rąk
ich tam nie ma, masz lot taki jak z bieda, to dla ciebie ściema
chronieni przez prawo, gdy któryś wypłynie
to zagłoszą inną sprawą, nagłośnią i odwrócą uwagę
tych którzy mieli odwagę domagać się zaległej płacy zwolnią z pracy
a płacić trzeba, kurwom do kieszeni zamiast dzieciom do chleba
zamiast ubrania, jeśli nie, to na bruk z mieszkania
immunitet przed wyrzutami sumienia ochrania
tak jak okna limuzyny i jadące nimi skurwysyny
zaciemniając szarość dnia, pustkę i monotonie ludzkiego istnienia
twarze spracowanych ludzi, każdy z nich tak samo się budzi
każdy trudzi, żeby jakoś radę dać
nie chcąc już słuchać, bzdur o lepszym jutrze
programy wciąć nowe, a ich życie coraz krótsze
to moi bohaterzy, nie chcesz, to nie musisz w to wierzyć
goń kłamcom swej kariery, pierdolę ciebie i całe wyższe sfery
[refren: zibi ntw & beny ntw]
głos ulicy, jak głos waszego sumienia
2002 rok, nic się nie zmienia
głos ulicy, jak głos waszego sumienia
wyższe sfery, nic się nie zmienia
głos ulicy, jak głos waszego sumienia
kropla prawdy, głupoty epidemia
głos ulicy, jak głos waszego sumienia
zibi z benym, liryka podziemia

letras aleatórias

MAIS ACESSADOS

Loading...